Pierwsza biżuteria jednak nie była zrobiona z muszelek…

Pierwszą w moim życiu biżuterię zrobiłam z makaronu. Z okazji Dnia Matki, w znienawidzonym, szkaradnym przedszkolu z muchomorem. Stop. W tym zdaniu okaże się, że to tylko taki wstęp, bo w dalszej części posta piszę o najstarszych, szokujących błyskotkach jakie nosili nasi przodkowie.  

 

To były w pełni glutenowe korale. Dokładnie pamiętam ich kształt i smak, bo podczas pracy podjadałam odłamki twardego surowca. Takie w kształcie koła z prążkowaną fakturą opon i otworem umożliwiającym zawieszenie. Genialnie, bo wystarczyło tylko przewlec sznurek i elegancko wszystko wisiało i się kręciło. Każdy koralik pokryłam farbą w odcieniu niebieskiego pokoju dla niemowlaka płci męskiej. Czujecie ten kolor? Śmietanowa morska bryza. Za pewne kierowały mną najprostsze, jaskiniowe instynkty. Przetrwać. Nawlec dużo i szybko. Duże otworki do przewlekania i koniec. Mama ma oczy jasno-niebieskie. Niech będzie szczęśliwa. Pamiętam, że chociaż go nie nosiła (ciekawe czemu), to stosunkowo długo trzymała ten dziecięcy amulet w szkatułce z ozdobami typu Jablonex. Mniej-więcej dotąd, dopóki nie wypadły mu ostatnie semolinowe paciorki. Od tamtej pory nie robiłam już żadnej biżuterii.

 

Jeżeli dobrnęliście aż tak daleko, to wiedzcie, że cała ta heca z biżuterią zaczęła się na długo przed pojawieniem się Homo Sapiens …od dziury! Tak właśnie. Dziury w futrze i umiejętności przewlekania przez nią rzemieni czy traw. Ochrona przed zimnem była tu jedną z najważniejszych potrzeb do spełnienia. Jak już sobie te sprawy pozałatwialiśmy, lub też oni pozałatwiali, w zależności od światopoglądu na ewolucję, to wreszcie można było do woli obwieszać się cackami, tak? No nie, raczej tak nie było. Przypuszcza się, że prym nad funkcją dekoracyjną, wiodła ochronna. Wisiorki miały strzec właściciela przed złymi duchami, być może dodawać mu odwagi w walce czy przynosić szczęście podczas polowania. Wielce prawdopodobne jest, że to mężczyźni, jako pierwsi nosili biżuterię. I też nie były to drogocenne cacka tak od razu.

 

biżuteria z koralików-muszelek

Koraliki - muszelki. Źródło: internet

Trzy koraliki z muszelek Nassarius (gatunek pospolitego ślimaka) długo uważano za najstarszy relikt biżuteryjny, jaki pozostawił po sobie człowiek. Niewiadomo, czy miały służyć jako naszyjnik, czy też bransoletka. Otwory w muszelkach wielkości ziarna grochu wykonano ostrym narzędziem z krzemienia. Liczące sobie ponad 100 tys. lat paciorki znaleziono na dwóch stanowiskach archeologicznych: dwa w jaskini położonej 20 km obok miejscowości Haifa w Izraelu oraz jeden w Algierii. Ciekawostką jest fakt, że obydwa miejsca znalezienia koralików było znacznie oddalone od morza, stąd też wniosek, że musiały zostać przyniesione z wyprawy.

naszyjnik ze strusich jaj

Naszyjnik ze skorupek strusich jaj. Źródło: internet

Kolejny najstarszy zabytek biżuteryjny, któremu odebrano palmę pierwszeństwa to naszyjnik ze strusich skorupek znaleziony na terenie dzisiejszej Kenii. Liczy sobie 40 tys. lat i daje niezłe świadectwo zmian w procesach poznawczych oraz pojawiania się abstrakcyjnego myślenia u ówczesnych ludzi. Koraliki powstały przez nawiercenie w skorupach okrągłych, płaskich kształtów. Następnie nawleczono je na sznur i ciasno owinięto wokół szyi. Brzmi jak opis morderstwa, no ale wiadomo o co chodzi. Zastanawia mnie czy specjalnie użyto do tego celu skorupek jaj, które mają jasny odcień i będą odznaczać się na ciemnym odcieniu skóry, czy kierowano się raczej właściwościami fizycznymi surowca. 

chloryt, brasoletka

Bransoletka z chlorytu. Źródło: internet

Absolutnie piękne znalezisko czekało 40 tys. lat w denisowej jaskini w górach Ałtaj na Syberii. I nie jest tu mowa o dwóch zębach i kości palca osobników z epoki paleolitu, przy których to coś znaleziono, ale o najstarszej kamiennej bransolecie. Specjalistyczne badania wykonane w 2015 roku, pozwoliły całą pewnością stwierdzić, że obiekt został wykonany przez denisowian. Znaleziono dokładnie dwa fragmenty kamiennej bransolety typu „bangle” z zielonego, prześwitującego chlorytu. Zdumiewające jest to, że wykonany w bransolecie otwór zrobiono szybko obracającym się wiertłem. Sama próbowałam kilkukrotnie wiercić maleńkie otwory w kamieniach. Najczęściej z marnym skutkiem. Do dyspozycji mając nie prymitywne narzędzia, a mikro-wiertło z diamentową końcówką i wysokie obroty silnika protetycznego-jubilerskiego. Wciąż jestem w szoku.

pazury, orzeł

Koraliki z orlich szponów. Źródło: internet

Jak dotąd najstarszą, bo liczącą sobie ok. 130 tys. lat, ozdobę wytworzył Neandertalczyk. Nie odkryto jej jednak tak od razu. Profesor Radovcic, zaangażowana w prace archeologiczne nad znaleziskiem z Chorwacji, zwróciła uwagę na dziwne rysy powtarzające się w badanym materiale. Całość zaczęła się jej układać w naszyjnik z ptasich pazurów. A dokładniej 8 orlich szponów. Część z nich nosi ślady szlifowania, a nawet fazowania ostrych krawędzi tak, by nie przeszkadzały podczas użytkowania. Wiadomo, że Neandertalczycy polowali na te ptaki, czy chcieli podkreślić symbolicznie ten fakt, czy była potrzeba dekoru – niewiadomo.

człowiek leżący w grobie

Znalezisko archeologiczne - Varna. Źródło: internet

Początki złotnictwa datowane są na minimum 4500 lat p.n.e. Na cmentarzyskach dawnej cywilizacji Warny odkryto 6,5 kg złota w postaci aż 3000 artefaktów. Zdjęcie fragmentu kolekcji, na które natknęłam się przewijając obrazki z internetu, jakoś nie chce dać się odzobaczyć. To, co zdobi za życia, może podbijać efekt upiorności po śmierci. Beżowa wyszczerzona czacha w aureoli ze złotych półkul, kości rąk dzierżące jakiś złoty młotkopodobny artefakt władzy, kości ramienne i promieniowe przystrojone bransoletami, zawieszone na obojczykach naszyjniki. Gustowne zestawienie matowych odcieni brązu, sepii i szarości z wypolerowanym, niepotrzebnym już złotem. Kości i ziemia w grobie wyglądają tak samo, o ile oczywiście nieboszczyk (wciąż to słowo mnie zadziwia) nie zastygł w jakimś przerażającym, tanecznym wygibasie. Te kości niewiele mówią. Natomiast upstrzone w złote obręcze, paciorki i łańcuchy szczątki w ujęciu kompozycji dynamicznej, ożywiają i turpizują całą scenę. I ten magnetyczny przekaz od złota płynący: miałem władzę, miałem pieniądze. I jak to mówił mistrz z filmu „Angelus” Lecha Majewskiego „człowiek jest tylko nieważną chwilą w życiu przedmiotu”.  

 

Jakie jeszcze nie odkryte błyskotki skrywają warstwy skorupy ziemskiej? Co było pierwsze: naszyjnik czy bransoletka? Co rusz wychodzą na jaw nowe rewelacje naukowe. Ważniejsze niż samo znalezisko jest zrozumienie jaką wiedzę o naszych dalekich kuzynach ono niesie. Jest świadectwem posługiwania się językiem, symbolicznym myśleniem. Dla nas, jako twórców, inspirujące jest samo wzornictwo i emocjonalne aspekty towarzyszące wytwarzaniu biżuterii.